Bez korzeni nie ma skrzydeł

13/05/2016
Autor: 
Karol Chlipalski

Wiedza o przodkach i poczucie wspólnoty wynikające z przynależności do określonej grupy etnicznej zwiększa naszą pewność siebie. Bez niej trudniej odnieść sukces we współczesnym świecie, który promuje osoby świadome swojej wartości.

W 1976 roku czarnoskóry pisarz amerykański Alex Haley wydał powieść pt. Korzenie, opowiadającą o losach kilku generacji jego przodków, którzy żyli pomiędzy połową XVIII, a końcem XIX wieku. Powieść rozpoczyna się, gdy urodzony w na terenie dzisiejszej Gambii Kunta Kinte, praprapraprapradziadek (5 razy pra) Haleya, zostaje porwany przez handlarzy niewolników, przewieziony do Ameryki, a następnie sprzedany właścicielowi plantacji w Wirginii. Kończy natomiast w momencie, gdy potomkowie Kunta Kinte i inni czarnoskórzy mieszkańcy południowych stanów USA uzyskują po Wojnie Secesyjnej wolność osobistą (później powstał dalszy ciąg Korzeni, w ktorym historia rodzinna została doprowadzona do drugiej połowy XX wieku) i mogą zacząć nowe życie. Powieść Korzenie, a także serial telewizyjny nakręcony według tej powieści (emitowany w Polsce w latach 1980.) okazały się nie tylko wielkim kasowym sukcesem, ale także wywarły olbrzymi wpływ na społeczeństwo amerykańskie, zapoczątkowując najpierw wśród czarnoskórych mieszkańców tego kraju, a później i wszystkich innych, pasję poszukiwań genealogicznych.

Zainteresowanie genealogią w USA nie okazało się chwilową modą wywołaną bestsellerową książką i nakręconym na jej podstawie serialem. Jest ono w tej chwili drugim po ogrodnictwie najpopularniejszym hobby w tym kraju, a strony internetowe pomocne w poszukiwaniu rodzinnych korzeni konkurują pod względem popularności ponoć tylko z pornograficznymi (sic!). Dlaczego niezwykle praktyczni Amerykanie (ale nie tylko, bo z modą na genealogię mamy do czynienia w wielu innych krajach) interesują się tym, kim byli i skąd przyjechali ich przodkowie, skoro nie ma to bezpośredniego wpływu na ich życie? Jakie potrzeby zaspokaja odkrywanie historii rodzinnych?

Głębsze motywacje
Odpowiedzi na te pytania starał się znaleźć Ron Lambert, profesor socjologii na Uniwersytecie w Waterloo (Kanada) przeprowadzając badania nad motywacjami ludzi, którzy podejmują badania genealogiczne. Rozesłał w tym celu kwestionariusz do 1348 członków Ontario Genealogical Society (Stowarzyszenie genealogów prowincji Ontario), a następnie poddał analizie odpowiedzi, jakich udzielili. Obok tych uwypuklających bardzo praktyczne powody zajęcia się genealogią: „dowiedzenie się czegoś o przodkach” „zamiłowanie do rozwiązywania zagadek” „znalezienie zajęcia na emeryturze”, znalazły się też takie, które starały się dociec głębszych motywacji. Spośród wielu odpowiedzi, jedna zasługuje na szczególną uwagę. Oddajmy głos jej (anonimowej) autorce:
[Genealogia] daje mi punkt zaczepienia, w bardzo płynnej rzeczywistości, która dodatkowo ciągle staje się coraz bardziej zimna i bezosobowa; daje mi solidne podstawy, na których mogę zbudować moją tożsamość. Nie jestem już wyizolowaną jednostką w wielkim morzu ludzkości – mam swoje korzenie i związki z innymi ludźmi.

Znalezienie punktu zaczepienia, o którym mówi respondentka prof. Lamberta, jest potrzebą każdego człowieka, ale szczególnie istotne okazuje się w przypadku migrantów. Osiedlenie w innym kraju pozbawia nas naturalnego zaplecza w postaci rodzin, krewnych i znajomych, których znalibyśmy od dzieciństwa i z którymi rozumiemy się w pół słowa. To migranci przede wszystkim mają prawo czuć się „wyizolowanymi jednostkami” wśród ludzi, których doświadczenia życiowe są inne. Nie mają przecież (albo mają bardzo mało) wokół siebie osób, które miałyby podobne skojarzenia, dla których pożywką byłyby wspomnienia z zamierzchłej przeszłości – wydarzenia, lektury, filmy puszczane w telewizji; francusko- czy angielskojęzyczni sąsiedzi nie rozumieją np. gorzko-ironicznego stosunku do świata, jakiego emigranci z Polski zmuszeni byli nauczyć się, aby poradzić sobie z peerelowską rzeczywistością.

Nie stajemy się bardziej zakorzenieni
Niektórzy migranci próbują radzić sobie z tym problemem uznając związki z krajem, z którego wyjechali, za niepotrzebny ciężar. Nierzadkie są przypadki osób, które starają się odrzucić – w ich mniemaniu – balast w postaci wspomnień, odniesień kulturowych, a nawet języka. Jaki jest cel ich posiadania, skoro i tak nie służą one niczemu, co miałoby jakieś praktyczne znaczenie, a tylko rozpamiętywaniu rzeczy minionych i podważaniu sensu dawno podjętych decyzji? Odrzucenie „poprzedniego” życia może wydawać się do pewnego stopnia racjonalne, ale problem polega na tym, że nie ma go czym zastąpić. Przestając być Polakami, zazwyczaj jednak nie stajemy się wcale bardziej zakorzenieni w kraju swojego zamieszkania. Ów brak zakorzenienia będzie zawsze do nas wracał i to zazwyczaj w najmniej wygodnym momencie. Najdotkliwiej odczuwa się go właśnie w interakcji z „zakorzenionymi”, obywatelami Francji, Wielkiej Brytanii czy USA zamieszkującymi te kraje od pokoleń. Owocem takich spotkań będzie narastający kompleks niższości, a fakt, że owi obywatele z dziada pradziada nie będą przedstawiać sobą żadnej wartości – jedyną rzeczą, jaką będą mogli się pochwalić to przodkowie urodzeni w odpowiednim miejscu – niewiele tu zmienia. Kompleks ten nie pozwoli im często upomnieć się o swoje, rozwinąć skrzydeł i osiągnąć tego, na co zasługują.

Jak się okazuje, poczucie niższości u migrantów, którzy odrzucili swoje korzenie, utrzymuje się również w kolejnym pokoleniu. Sugerują to wyniki badań przeprowadzonych przez belgijskich naukowców. Badacze z uniwersytetów w Antwerpii i Leuven postanowili sprawdzić relacje pomiędzy sukcesami szkolnymi dzieci imigrantów, a zachowywaniem przez nich kultury i języka dziedzictwa. Jako wyznacznik tych ostatnich przyjęli fakt uczęszczania do uzupełniających szkół etnicznych – odpowiedniczek szkół sobotnich, do których chodzą polskie dzieci za granicą. W tym celu belgijscy naukowcy w ciągu czterech lat przebadali 11 tys. uczniów, wśród których znalazło się także 20 dzieci z polskiej szkoły w Antwerpii. Badacze przez dwa lata obserwowali ich rozwój, spotykali się z ich rodzicami, kolegami i nauczycielami. Badanie to wskazuje, że to właśnie dzieci chodzące do szkół etnicznych integrują się szybciej, mają wyższą samoocenę i lepszą świadomość tego, kim są, w porównaniu do swoich rówieśników mających podobne pochodzenie, którzy do szkół takich nie uczęszczają. A cechy te nie pozostają bez wpływu na wyniki w nauce osiągane w szkołach belgijskich.

Duma z tysiącletniej historii
Nie jest to zaskoczeniem dla Jolanty Tatary, prezydent Kongresu Oświaty Polonijnej, członka Board of Directors American Teachers Association i wieloletniej dyrektorki szkoły polskiej na przedmieściach Chicago. - W wielonarodowych krajach każdy skądś pochodzi i każdy ma swoje korzenie. Polskie dzieci mogą sobie z tego na początku nie zdawać sprawy, ale fakt, że pochodzą z państwa o tysiącletniej historii i królewskich tradycjach będzie w przyszłości wzmacniał ich poczucie wartości – mówi dr Tatara.

Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, świadomość własnych korzeni, jaką można osiągnąć poprzez kultywowanie języka i kultury dziedzictwa, ma bardzo praktyczny wymiar. Zdobywanie wiedzy o przodkach również nie jest jedynie fanaberią emerytów, którzy nie mają co robić z wolnym czasem. Jedno i drugie trafia w autentyczne ludzkie potrzeby, których szczególnie brak jest migrantom. W dzisiejszych czasach nikt – przynajmniej w krajach, do których emigrują Polacy – nikogo nie zmusza do przyjmowania jednej kultury. Dlatego też utrzymywanie dwóch kultur – tej z kraju pochdzenia i kraju zamieszkania – nie powinno stanowić problemu. Wprost przeciwnie, powinno przynieść wymierne korzyści.

Karol Chlipalski

Serwis "Wszystko o dwujęzyczności" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Uniwersytetu Warszawskiego. Utwór powstał w ramach projektu finansowanego w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.“ realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2015. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.".