Mit nr 2. Dzieci powinny się uczyć języka obcego, gdy już dobrze poznają swój ojczysty

Specjaliści rozróżniają dwie drogi prowadzące do dziecięcej dwujęzyczności. Ta pierwsza to równoczesne nabywanie dwóch (pierwszych) języków (Bilingual First Language Acquisition), a druga to wczesna nauka drugiego języka (early second language acquisition).

Pierwszą drogą najczęściej kroczą dzieci z rodzin mieszanych, do których od urodzenia dorośli zwracają się w dwóch, lub więcej, językach (por. OPOL) i w przypadku których trudno mówić o pierwszym i drugim języku, bo, do pewnego stopnia, oba znane takim dzieciom języki są „pierwszymi”, czy też „ojczystymi”.

Natomiast z wczesną nauką drugiego języka mamy najczęściej do czynienia w przypadku dzieci imigrantów, które w domu używają jednego języka, idą do przedszkola i tam uzyskują kontakt z innym językiem, zazwyczaj będącym językiem otoczenia (por. język mniejszości w domu, mL@H). Oczywiście, taka sytuacja może zostać wywołana niejako „sztucznie”, gdy dziecko idzie do specjalnego „obcojęzycznego” przedszkola, np. polskojęzyczne dziecko zostaje posłane do angielskiego przedszkola w Warszawie czy Krakowie.

Co jest lepsze?
Powstaje więc pytanie, czy któraś z tych dróg jest lepsza i czy istnieją jakiekolwiek przesłanki, aby np. rodzice z mieszanych małżeństw ograniczali na początku liczbę języków, z jakimi styka się dziecko. Odpowiedź brzmi nie. Obie drogi do dwujęzyczności są równie skuteczne, a także całą konsekwencją można stwierdzić, że nie ma żadnych naukowo potwierdzonych dowodów na to, że kontakt z dwoma lub większą liczbą języków w momencie, gdy dziecko uczy się mówić, upośledzał w jakikolwiek sposób jego przyszłe funkcjonowanie intelektualne. Wprost przeciwnie. Jednak w tym miejscu nie można przemilczeć faktu, że w pewnym etapie rozwoju językowego, dziecko odbierające dwujęzyczne wychowanie, może być (choć wcale nie musi) nieznacznie opóźnione w stosunku do swoich jednojęzycznych rówieśników, a później może mieć nieco uboższe słownictwo (z drugiej strony rozwój mowy przebiega tak indywidualnie, że wszelkie opóźnienia przypisywane dwujęzyczności mogą mieć zupełnie inne źródła). Opóźnienie to jednak jest zazwyczaj tymczasowe, a przyszłe korzyści z dwujęzyczności w pełni zrekompensują przejściowe trudności (por. Korzyści z dwujęzyczności).

To chwilowe opóźnienie w rozwoju mowy i uboższe słownictwo później można logicznie wytłumaczyć. Dziecko uczy się mówić, w obojętnie jakim języku, słuchając tego, co osoby starsze mówią do niego i kojarząc warstwę dźwiękową słów z przedmiotami, które te wyrazy oznaczają. Tak więc załóżmy, że dziecko w tym wieku śpi przez 14 godzin na dobę, a przez 10 godzin słucha tego, co mówią dorośli. W przypadku dziecka z jednojęzycznej rodziny angielskiej, można śmiało założyć, że ma ono kontakt z językiem angielskim przez cały czas, czyli 10 godzin na dobę. Tymczasem w przypadku dziecka z rodziny mieszanej polsko-angielskiej, dzień trwa tak samo długo, więc siłą rzeczy czas, kiedy dziecko słucha każdego z tych języków z osobna musi być proporcjonalnie krótszy. Tak więc jeśli mama mówi do dziecka przez 8 godzin dziennie po polsku, a ojciec przez dwie po angielsku, to oznacza, że jego rówieśnik z jednojęzycznej rodziny angielskiej ma pięć razy więcej czasu na osłuchanie się z językiem angielskim, a dodatkowo o połowę mniej słów do zapamiętania.

Pytanie do samych rodziców
Dziecko z rodziny mieszanej natomiast, nie dość, że ma mniej czasu na naukę każdego z języków, to jeszcze musi skojarzyć i zapamiętać nie tylko to, że przedmiot na którym się siada to „chair”, jak mówi tata, ale także że jest to „krzesło” wtedy, gdy mówi mama. Stąd nic dziwnego, że nauka ta postępuje wolniej. Jednak nie ma się, co przejmować, różnice te dość szybko zostaną wyrównane. Natomiast, skoro obie drogi do dwujęzyczności są równie dobre, czy nie lepiej jednak uczyć dzieci najpierw jednego języka, a później drugiego, aby uniknąć stresu (zarówno dzieciom, jak i rodzicom), związanego z ewentualnym przejściowym opóźnieniem w stosunku do jednojęzycznych dzieci. Na to pytanie powinni odpowiedzieć sami rodzice. Jednak zanim to zrobią powinni wziąć pod uwagę dwie kwestie. Po pierwsze, jak wynika z wypowiedzi naszego eksperta, jeśli tylko to możliwe, rodzice powinni mówić do swoich dzieci w tym, języku, w jakim mówili do nich – odpowiednio dla mężczyzn i kobiet – ich ojcowie i matki. Po drugie, należy wziąć pod uwagę to, że zmiana języka, w którym mówi się do dziecka w późniejszym etapie jego rozwoju może być znacznie trudniejsza – zarówno dla rodzica, jak i dziecka – a nawet może okazać się niemożliwa.