Zagubione w przekładzie

18/01/2016
Autor: 
Francois Grosjean

Pewnego razu miałam sen po angielsku, który wcześniej śnił mi się po polsku; to był ten moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że stałam się wewnętrznie dwujęzyczna – mówi Eva Hoffman, amerykańska pisarka urodzona w Krakowie. Z autorką książki „Zagubione w przekładzie” wywiad prowadzi słynny francuski językoznawca François Grosjean.

„Zagubione w przekładzie” to wydana w 1989 roku autobiografia Evy Hoffman amerykańskiej pisarki polsko-żydowskiego pochodzenia, w której opisała ona doświadczenia związane z emigracją stawiając w centrum kwestie nabywania nowego języka i kultury. Książka, którą Czesław Miłosz nazwał „wnikliwą i pełną wdzięku”, odniosła wielki sukces i dała początek nowemu gatunkowi literackiemu – "pamiętnikowi o języku".

Profesor François Grosjean wywiadem z Evą Hoffman postanowił uczcić piąte urodziny bloga Life as a Bilingual, który ukazuje się w ramach serwisu internetowego prestiżowego czasopisma Psychology Today. Poniżej przedrukowujemy ten wywiad.

Francois Grosjean: Minęło już ponad ćwierć wieku od wydania twojej książki „Zagubione w przekładzie”. Jak teraz oceniasz tę książkę – po tych wszystkich latach i po sukcesie, jaki odniosła?

Eva Hoffman: Od czasu do czasu wracałam do tej książki, czytałam fragmenty, i z jednej strony zastanawiałam się: „kto to napisał?”, a z drugiej – myślę: „całkiem ładnie ujęte”. Sukces, jaki ta książka odniosła był dla mnie zdumiewający. Gdy ją pisałam, nie wiedziałam nawet, czy ktokolwiek będzie chciał ją wydać, czy ktokolwiek zrozumie, czy w ogóle zainteresuje się doświadczeniem, które starałam się opisać - tą wewnętrzną podróżą, która towarzyszy emigracji, procesem przetłumaczenia siebie samego na nowy język i nową kulturę. Ale obecnie emigracja i podobne jej zjawiska stały się jednym z kluczowych tematów w naszych czasach. I wydaje się, że udało mi się odkryć coś, co wiąże się z tym doświadczeniem i co wiele osób – przynajmniej częsciowo – zrozumie. Niewykluczone, że stanie się tak przynajmniej częściowo, dlatego, że starałam się uchwycić moje osobiste, subiektywne spostrzeżenia, nie myśląc przy tym o żadnych literackich wzorcach, nie martwiłam się o to, z jakim książka spotka się odbiorem. Mogę powiedzieć, że miałam szczęście!

Twoją książkę okrzyknięto „klasycznie amerykańską kroniką asymilacji i awansu w nowym społeczeństwie”, ale jest to też opowieść o stawaniu się dwujęzycznym i dwukulturowym w wieku dorastania. A jednak w Twojej książce słowa „dwujęzyczny” i „dwukulturowy” pojawiają się, każde z nich – zaledwie raz. Czy jest ku temu jakiś konkretny powód?

Ta książka opowiada bardziej o procesie stawania się dwujęzycznym i dwukulturowym, niż o efekcie – czyli o samej dwujęzyczności i dwukulturowości. Nie chciałam wprowadzać tych pojęć, jako zewnętrznych etykiet – wolałam je raczej opisać na podstawie własnego doświadczenia.

Fragment, w którym opowiadasz o pierwszym dniu w nowej szkole, wywarł silne wrażenie na bardzo wielu czytelnikach, szczególnie na tych, którzy przeżyli coś podobnego. Czy myślisz, że teraz, po pięćdziesięciu latach, ten pierwszy dzień wyglądałby inaczej?

Tak, to już pół wieku, może nawet trochę więcej… I tak, myślę, że bardzo wiele się od tego czasu zmieniło. Teraz jesteśmy o wiele bardziej świadomi różnic kulturowych i tego, jak ważny dla tożsamości jest nasz pierwszy język i kultura, jak głęboko są one połączone z naszym elementarnym poczuciem własnego „Ja”. Nie sądzę, żeby w dzisiejszych szkołach zmuszano dzieci do wyzbycia się swoich imion w języku ojczystym – tym niemniej tego rodzaju „rytuały przejścia” mogą być podobnie trudnym przeżyciem dla dzieci imigrantów, jak było to pięćdziesiąt lat temu.

O czasach, kiedy znałaś wyłącznie język polski, piszesz: „Im więcej słów znam, tym wyraźniejsze i precyzyjne staje się moje postrzeganie…” Czy to stwierdzenie nie jest jeszcze prawdziwsze teraz, gdy jesteś dwujęzyczna, znasz przecież jeszcze więcej słów, jeśli dodasz do siebie słowa, które znasz w obu językach.

Hm, nie jestem pewna czy to właśnie tak działa. Pisząc ten fragment miałam na myśli pewną relację z językiem; relację, w której słowa zdawały się w sposób bezpośredni odzwierciedlać naturę przedmiotu, który nazywały bezpośrednio (choć to pewne złudzenie, z którego wszyscy musimy wyrosnąć). W tamtym okresie życia, to polski - nie angielski - sprawiał, że świat wydawał mi się żywy, wyrazisty. Na poziomie samego słownictwa zarówno angielski jak i polski są niezwykle bogatymi językami. Oba są bogate w barwne, potoczne i nacechowane kulturowo wyrażenia. Czasem więc sięgam do danego języka, po jakiś konkretny zwrot, aby wyrazić określony ton, specyficzny dowcip, częściej może niż po konkretne słowa. Od czasu moich pierwszych doświadczeń emigracyjnych, zdążyłam nabyć w angielskim „dorosłe” słownictwo – takie, które dotyczy na przykład polityki lub krytyki literackiej. Tego słownictwa oczywiście nie znałam na samym początku, a potem - w znacznej mierze - musiałam je sobie przetłumaczyć z angielskiego na polski.

Pod koniec książki piszesz o swoich językach – polskim i angielskim: „jeden język zmienia drugi, użyźnia go, oba krzyżują się. … Jestem sumą moich języków”. Czy zgadzasz się więc z poglądem, że dwujęzyczny to nie dwaj jednojęzyczni w jednym ciele?

Myślę, że musimy rozróżnić pomiędzy dwujęzycznością funkcjonalną, a dwujęzycznością wewnętrzną. Można posługiwać się bardzo dobrze dwoma językami i jednocześnie odmówić im dostępu do psychiki. Ale jeśli oba języki stają się nierozerwalną częścią twojej psychiki i świadomości, a może nawet zakorzeniają się jeszcze głębiej, wtedy mamy szansę stać się osobą językowo zintegrowaną. Dla mnie jednym z ważnych kamieni milowych w mojej dwujęzycznej podróży był moment, gdy zaczęłam śnić po angielsku. Pewnego razu miałam sen po angielsku, który wcześniej śnił mi się po polsku; to był ten moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że stałam się wewnętrznie dwujęzyczna.

W innym miejscu, również pod koniec książki piszesz: „zaczęłam ufać, że angielski może także trafnie opisywać moje dziecięce >Ja<…”. Teraz, gdy często wracasz do Polski, gdy masz tam znajomych, czy sądzisz, że Twój polski może również prawdziwie opisywać Twoje dorosłe „Ja”?

Tak, i to też był proces – jak już wspominałam – niektórych słów w języku polskim nauczyłam się już po tym, jak wcześniej poznałam je po angielsku. Ale ponieważ zaczęłam coraz częściej posługiwać się polskim – i pisać e-maile po polsku – stał się on językiem, w którym biegle mogę opisać siebie i mój dorosły sposób postrzegania świata.

Jak oceniłaś trafność i autentyczność polskiego tłumaczenia twojej książki „Zagubione w przekładzie”? Czy były takie fragmenty, gdzie czułaś, że język polski i angielski odnoszą się do zupełnie nieprzystających do siebie światów?

Tak, były takie fragmenty, ale dotyczyły nie tyle trafności tłumaczenia, co odmiennego wydźwięku tych dwóch języków. Polski w piśmie jest niezwykle precyzyjny gramatycznie i – w porównaniu z amerykańskim angielskim – wręcz formalny. Z tego powodu jedną z rzeczy, których brakowało mi w polskim przekładzie, była giętkość, swoboda, którą ma amerykański angielski. Co więcej, czytając „Zagubione w przekładzie” po polsku sama zdziwiłam się tym, jak bardzo się zamerykanizowałam – nie tylko w moich odniesieniach do kultury, ale także w tej nieformalności wypowiedzi.

Czy czytasz poezję po polsku, i – jeśli tak – czy czujesz różnicę pomiędzy sposobem, w jaki odbierasz wiersze czytane po polsku i po angielsku?

Polską poezję czytam teraz rzadziej – więc być może dlatego, gdy już ją czytam, to zawsze jestem na nowo poruszona jej pięknem. Ale mój odbiór angielskiej poezji jest teraz również bardzo głęboki i (w niektórych przypadkach!) intensywny.

W 1993 roku przeprowadziłaś się do Anglii, gdzie teraz żyjesz i pracujesz. Czy o swoim angielskim doświadczeniu mogłabyś powiedzieć tak, jak napisałaś o swoim pobycie w Stanach: „Jestem tu teraz”, i – jeśli tak – co to mówi o twojej trójkulturowości?

Mawiam pół żartem pół serio, że Londyn jest dla mnie w pół drogi pomiędzy Manhattanem a Krakowem. Myślę, że to bardzo dobre połączenie i na pewno jestem tu na dobre.

Rozmawiał Francois Grosjean.

Tłumaczenie: Karolina Mieszkowska

Wywiad pochodzi z bloga François Grosjeana Life as a Bilingual. Przedruk za zgodą Autora. Tłumaczenie na język polski zostało zaakceptowane przez Evę Hoffman.

Copyright by François Grosjean