Wierzyć czy nie wierzyć naukowcom?

29/03/2016
Autor: 
Magdalena Łuniewska

Kluczowa dla rozwoju nauki jest powtarzalność wyników badań naukowych: pojedynczy wynik niesie mniej wiedzy o świecie niż wynik otrzymany w kilku podobnych eksperymentach przeprowadzonych w różnych zakątkach świata. Zasada ta dotyczy również nauk społecznych, w tym badań nad językiem i dwujęzycznością.

We wrześniu 2015 na łamach prestiżowego czasopisma naukowego „Science” ukazała się publikacja, której autorzy spróbowali odtworzyć 100 badań psychologicznych jak najwierniej naśladując eksperymenty opisane wcześniej w prestiżowych czasopismach naukowych. Ku zdziwieniu naukowców, oryginalnie otrzymane wyniki udało się powtórzyć jedynie w co trzecim przypadku. Chociaż taki przebieg badania absolutnie nie stanowi dowodu, że oryginalne wyniki były sfałszowane, u obserwatorów może budzić niepokój: czy na pewno możemy ufać współczesnej nauce?

(Nie)uczciwy jak naukowiec?
Niestety wszyscy na co dzień, częściej lub rzadziej (oby rzadziej!) stykamy się z oszustami. Podstępny sprzedawca może próbować oszukać nas, wydając błędnie resztę, nieuczciwy restaurator może podać nam nieświeże jedzenie, a niania, zamiast zajmować się naszymi dziećmi, może spędzać dzień na malowaniu paznokci i rozmowach przez telefon.

Nierzetelny naukowiec ma do dyspozycji inne narzędzia: może fałszować wyniki badań. Mniej więcej raz na kilka lat głośno robi się o kolejnych badaczach manipulujących przy wynikach swoich badań: a to dowiadujemy się o rzekomych odkrywcach leków na rzadkie choroby, którzy zmyślają historie zdrowiejących pacjentów, a to poznajemy przypadek szanowanego profesora, który przez długie lata systematycznie fabrykował dowody potwierdzające swoje teorie. Jednak takie perfidne zachowania należą do wyjątków. Wyjątków, które są bardzo krytycznie oceniane przez zdecydowaną większość kolegów po fachu i zazwyczaj bezpowrotnie rujnują karierę nieuczciwym badaczom. Oczywiście środowisko naukowe próbuje się bronić przed karierowiczami (bo badaczami trudno ich nazwać), starannie recenzując i weryfikując wzajemnie swoją pracę.

Samospełniająca się przepowiednia
Większość cytowanych w ramach serwisu „Wszystko o dwujęzyczności” badań stanowią rygorystycznie przeprowadzane eksperymenty, których autorzy dbają o każdy najmniejszy detal procedury badawczej. Badania te, mimo że prowadzone są z ogromną starannością i wpisują się w standardy metodologiczne nauk przyrodniczych, mają jednak swoje ograniczenia. Dotyczy to zresztą nie tylko badań dotyczących dwujęzyczności, i nie tylko badań psychologicznych, ale współczesnych badań naukowych w ogóle.

Powszechnie znaną bolączką nauk społecznych, takich jak psychologia, ekonomia, socjologia czy politologia, jest efekt Rosenthala, czyli efekt samospełniającej się przepowiedni. W badaniach przejawia się ona tym, że wyniki eksperymentu często są zgodne z wcześniejszymi oczekiwaniami osoby, która ten eksperyment przeprowadza. I to niekoniecznie z powodu jego nieuczciwości.

Różne oczekiwania – sprzeczne rezultaty
Pomiar reakcji chemicznych dokonywanych w identycznych warunkach powinien dać taki sam wyniki, bez względu na to, kto prowadzi eksperyment. W naukach społecznych natomiast może zdarzyć się tak, że w dwóch eksperymentach przeprowadzanych według tej samej procedury, ale przez badaczy różniących się przewidywaniami względem wyniku, otrzymamy sprzeczne rezultaty – w obydwu przypadkach będą one zgodne z oczekiwaniami eksperymentatora. Badacze zdają sobie sprawę z takiego zagrożenia i często chronią się przed nim, zatrudniając do przeprowadzania badań osoby, które nie znają hipotez badawczych. Inną metodą zapobiegania efektowi Rosenthala jest angażowanie do badania kilku różnych eksperymentatorów i sprawdzanie, czy przypadkiem otrzymane wyniki nie zależą od tego, kto je zbierał.

Potencjalna niewiarygodność wyników badań może wynikać także z innych słabości metod naukowych, z którymi zmagają się przeróżne dziedziny – nie tylko psychologia. Jedna z nich dotyczy tego, że badacze, w szczególności psychologowie, dość chętnie stwierdzają, że ich hipotezy są prawdziwe, jeśli tylko uzyskali wynik istotny statystycznie. Tradycyjnie przyjmuje się, że wynik jest znaczący statystycznie, jeśli szansa na otrzymanie przez przypadek takiego rezultatu jest mniejsza niż 5 proc. Oznacza to jednak, że statystycznie w co dwudziestym badaniu fałszywa hipoteza może zostać uznana za prawdziwą.

Aby sprawdzić stopień powiązania ze sobą obserwowanych zjawisk w danym badaniu, badacze - poza opisaną tutaj istotnością statystyczną - analizują także tak zwaną siłę efektu statystycznego. Analizowanie siły efektu statystycznego pomaga badaczom częściowo rozwiązać związanymi z istotnością statystyczną. W praktyce im większa jest badana próba, tym większe mamy szanse na otrzymanie istotnych statystycznie efektów. Często jednak efekty, chociaż istotne statystycznie – czyli, przypomnijmy, mające mniej niż 5 proc. szansy na pojawienie się przez przypadek – są bardzo słabe i tak naprawdę wcale nie świadczą o znaczącym powiązaniu ze sobą badanych zjawisk. Wszystko to oznacza, że istotne, ale słabe efekty uzyskiwane w badaniach w zasadzie należałoby interpretować jako przypadkowe.

Kłopoty badaczy dwujęzyczności
Naukowcy zajmujący się badaniami nad dwujęzycznością dodatkowo borykają się z trudnościami specyficznymi dla tej dziedziny. Do takich bolączek należy ogromna różnorodność osób wielojęzycznych, pociągająca za sobą konieczność uwzględnienia w badaniach bardzo wielu czynników. Psychologowie zajmujący się rozwojem dzieci jednojęzycznych często porównują ze sobą różne grupy wiekowe albo badają tę samą grupę dzieci przez dłuższy czas, aby ocenić do jakiego stopnia wybrane zachowania – np. rozumienie wypowiedzi ironicznych albo rozwiązywanie zagadek umysłowych – zależą od wieku dzieci. Badacz, który chciałby przeprowadzić analogiczny eksperyment z udziałem dzieci dwujęzycznych musi odpowiedzieć sobie na cały szereg dodatkowych pytań: np. czy dobierając dzieci, które wezmą udział w eksperymencie, nie należałoby poza wiekiem uwzględnić tego, od kiedy mają kontakt z drugim językiem? Czy wszystkie posługują się językiem, w którym prowadzone jest badanie w tych samych okolicznościach np. w domu, albo szkole? Rzetelne badanie populacji dwujęzycznej wymagałoby udzielenia odpowiedzi na wszystkie te pytania, a idealnie – uwzględnienia w badaniu wielu różnych dzieci, reprezentujących pełne spektrum czynników, które mogą wpłynąć na wyniki badania. Jak łatwo odgadnąć takie badanie byłoby radykalnie trudniejsze do przeprowadzenia pod wieloma względami niż badanie dzieci jednojęzycznych, a także pociągałoby za sobą istotnie wyższe koszty. Dlatego naukowcy często zmuszeni są ograniczyć się do badania tych osób dwujęzycznych, które udaje im się zachęcić do udziału w badaniu, nawet jeśli tak zebrana grupa nie oddaje w pełni różnorodności osób wielojęzycznych. Taki problem miewają zresztą także psychologowie, których interesują inne niż dwujęzyczność zagadnienia: ponieważ udział w badaniach naukowych jest dobrowolny, często biorą w nich udział tylko specyficzne osoby – entuzjaści badań psychologicznych. Jak łatwo zgadnąć, grupa ta może różnić się (i przeważnie się różni) od ogółu ludzi pod wieloma względami – jest na przykład lepiej wykształcona.

Dodatkowym kłopotem badaczy dwujęzyczności jest to, że tak naprawdę nie da się przeprowadzić badań eksperymentalnych porównujących wychowanie jedno- i wielojęzyczne. Jak pisze w swojej książce Jak wychować dziecko dwujęzyczne Barbara Zurer Pearson (Media Rodzina 2013), aby naprawdę dowiedzieć się, jaki wpływ ma dwujęzyczność na rozwój człowieka, naukowcy musieliby wybrać się na oddział położniczy i co drugie dziecko wytypować do wychowania dwujęzycznego, a co drugie – do wychowania jednojęzycznego. W takim absurdalnym eksperymencie naukowcy musieliby także przez kolejnych kilkanaście lat dbać o to, aby wszystkie czynniki mające wpływ na rozwój dzieci z obu grup – poza liczbą języków – były identyczne. Szczęśliwie dla dzieci i ich rodzin, żadna komisja etyki badań nie pozwoliłaby na eksperyment, w którym naukowcy decydowaliby o jedno- lub dwujęzyczności dzieci w momencie ich urodzenia.

Niezgoda buduje, zgoda rujnuje,
Myśląc o badaniach, których wyników nie udaje się odtworzyć w kolejnych próbach eksperymentalnych, należy pamiętać, że właśnie w różnorodności rezultatów przeprowadzonych badań tkwi istota debaty naukowej i rozwoju posiadanej przez nas wiedzy o świecie. Każde kolejne badanie pogłębia naszą wiedzę na temat pewnego malutkiego wycinka rzeczywistości, siłą rzeczy uwzględniając jedynie niektóre wpływające na nią czynniki. Jeśli wszyscy naukowcy zgadzaliby się ze sobą w kwestii głoszonych przez siebie teorii, nie byłoby potrzeby podejmowania prób ich weryfikacji. Sprzeczność albo pozorna sprzeczność wyników przeprowadzonych eksperymentów stanowi przyczynek do kolejnych badań. To właśnie z niezgodności wyników naukowcy czerpią pomysły na kolejne badania, które pozwalają modyfikować bądź odrzucać weryfikowane teorie, a tym samym zbliżać nas do poznania prawdy o jakimś zjawisku. Zróżnicowanie wyników badań każe badaczom zastanowić się także nad tym, jakie dodatkowe czynniki powinny być uwzględnione w kolejnych próbach eksploracji danego tematu. Dzięki coraz lepiej zaplanowanym eksperymentom i wciąż rodzącym się nowym pomysłom na to, jak badać określone zjawisko, zbliżamy się do poznania prawdy na jego temat. Dlatego niezgodność opinii naukowców zajmujących się jakimś zagadnieniem powinna nas raczej cieszyć niż niepokoić – daje szansę na rozwianie wątpliwości i buduje fundamenty dla kolejnych odkryć i zrozumienia świata.

Magdalena Łuniewska

Serwis "Wszystko o dwujęzyczności" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Uniwersytetu Warszawskiego. Utwór powstał w ramach projektu finansowanego w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.“ realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2015. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.".