Warto się wysilać

22/04/2016
Autor: 
Magdalena Łuniewska

Im lepiej dzieci dwujęzyczne mówią w obydwu językach, tym szczęśliwsi są wszyscy dookoła – mówi profesor Annick De Houwer, językoznawczyni z Uniwersytetu w Erfurcie (Niemcy).

W jednej ze swoich ostatnich prac piszesz o harmonijnym rozwoju dwujęzycznych i dobrostanie dzieci dwujęzycznych. Co oznaczają te terminy: rozwój harmonijny i dobrostan?

Zacznę może od dobrostanu, ponieważ to on stanowi trzon moich badań. Mówiąc „dobrostan” nie mam na myśli sytuacji ekonomicznej, na przykład dostępu do wystarczającej ilości pożywienia. Interesuje mnie dobrostan społeczno-emocjonalny, czyli – potocznie mówiąc – poczucie szczęścia. Mnie szczególnie interesuje dobrostan dzieci, które dorastają w dwujęzycznym środowisku. Dobrostan wiąże się z naszym ogólnym nastawieniem emocjonalnym do świata To poczucie szczęścia, o którym mówię, wcale nie oznacza nieustającego stanu euforii. To, co uznajemy za „szczęście” zależy zresztą od wielu czynników – chociażby od nas i od kultury, w której żyjemy. Dlatego wolę posługiwać się terminem „dobrostan” niż „szczęście”.

Czy dzieci dwujęzyczne mają większy problem z osiągnięciem dobrostanu niż jednojęzyczne?

Wiele dzieci wielojęzycznych boryka się z różnymi problemami właśnie ze względu na swoją dwujęzyczność. Jednak w badaniach wolę skupiać się na pozytywach niż na negatywach. Zamiast analizować problemy, wolę szukać czynników pozwalających osobom dwujęzycznym stać się szczęśliwszymi. Nazywam to „harmonijnym rozwojem dwujęzycznym”. Oczywiście to, że wyróżniam rozwój „harmonijny” oznacza, że musi też istnieć – w kontraście do niego – rozwój nieharmonijny. Myśląc o harmonii, mam przed oczami rodzinę zadowoloną z dwujęzyczności swoich dzieci i zastanawiam się, jakie czynniki są za to odpowiedzialne.

A co to za czynniki?

Jedną z najważniejszych kwestii jest to, czy dzieci dwujęzyczne faktycznie mówią w obydwu językach. Brzmi to zaskakująco? Moje badania pokazały, że około jedna czwarta z nich jest w stanie mówić tylko w jednym. Badania te prowadziłam w Europie, ale inny zespół pracujący w USA doszedł do podobnego wniosku. Jeszcze inny – z Australii – pokazał, że 25 proc. tamtejszych dzieci, które wychowują się dwujęzycznie i mają kontakt z językami aborygeńskimi, posługuje się tylko angielskim!

Dlaczego jest to sytuacja niepożądana?

Zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców wzajemna komunikacja jest kluczowa dla potrzymania więzi. Wszyscy rodzice chcieliby, żeby ich dzieci mogły się porozumieć z nimi w ich języku! I w dodatku mają do tego pełne prawo! Postanowiłam sprawdzić, jakie emocje towarzyszą europejskim rodzicom, których dzieci nie mówią ich językami. Nie mają oni poczucia bliskości ze swoimi dziećmi. Mówią do nich w jednym języku, na przykład po polsku, a dziecko odpowiada w innym – dajmy na to – po angielsku. Oczywiście, można się w ten sposób skutecznie komunikować, jeśli tylko się obie strony się rozumieją wzajemnie. Jednak rodzice generalnie źle się z tym czują. Jeśli się ten stan się przedłuża, rodzice coraz rzadziej decydują się używać w kontakcie z dziećmi swojego języka. To z kolei szkodzi dzieciom, które nie mając kontaktu z polskim, nie mogą później komunikować się np. z babcią czy innymi krewnymi, którzy mówią tylko po polsku. Mało kto to dostrzega, ale ta sytuacja jest bardzo trudna dla dzieci. Utrata języka jest dla nich bardzo bolesna. Być może będą mogły się go nauczyć w przyszłości, nie wykluczam tego, ale i tak strata języka niesie morze negatywnych emocji.

Dlatego czynne mówienie w obydwu językach jest kluczowe dla harmonijnego rozwoju dziecka dwujęzycznego i jego dobrostanu. Badacze w USA znaleźli podobny efekt u rodzin latynoskich, w których rodzice mówili do nastoletnich dzieci po hiszpańsku, a one odpowiadały im po angielsku. Wielu z nich nie miało poczucia, że jest autorytetem dla swoich dzieci. Młodzież za to czuła się emocjonalnie odsunięta od własnych rodziców. To bardzo niekorzystne dla relacji rodzinnych, które przecież stanowią fundament funkcjonowania człowieka. Co gorsza, istnieją również dowody na to, że dzieci, które nie mówią w języku swoich rodziców, mają większe szanse stać się przestępcami.

Wracając do małych dzieci, badania w USA prowadzone na wielu różnych populacjach, nie tylko latynoskich, ale też na przykład chińskich, pokazały, że im lepiej dzieci mówiły w obydwu swoich językach, tym szczęśliwsi byli wszyscy dookoła. Im lepiej dzieci znały obydwa języki, tym miały lepsze relacje z otoczeniem. Ale uważam też, że nie tylko mówienie w dwóch językach jest ważne. Ważne jest też, żeby mówić w nich jak najlepiej!

Dobrze, a co w takim razie mogą zrobić rodzice dzieci dwujęzycznych? Zgaduję, że powinni jakoś zachęcać je do używania obydwu języków…

Po pierwsze, wiemy z badań z udziałem dzieci jednojęzycznych, że to szalenie ważne, żeby rodzice mówili do dzieci dużo, jak najwięcej. Mówić do dzieci można np. jadąc samochodem. „O, co to jest?! Widziałaś to?” – zadawać dzieciom jak najwięcej pytań, żeby zachęcać je do mówienia. Lepiej zadawać pytania niż odpowiadać na nie. Warto też dać im czas na zastanowienie się na odpowiedzią. Dzieciom dwujęzycznym warto niekiedy podpowiedzieć słowo w drugim języku. Np. jeśli dziecko polsko-włoskie chodzące do włoskiej szkoły po powrocie do domu chce opowiedzieć o jakiejś szkolnej sytuacji, ale nie zna polskiego słowa, można mu pomóc, mówiąc „o, pewnie chodzi ci o …”. Dzieciom trzeba dawać narzędzia do posługiwania się językiem. Nigdy natomast nie można karać za używanie lub nieużywanie go. Dzieci można zachęcać, ale przenigdy nie karać!

Ale jak sprawić, aby dzieci mówiły w konkretnym języku?

Z malutkimi dziećmi nie ma problemu – kiedy zaczynają mówić, odpowiadają w tym języku, którego się najwięcej w niemowlęctwie nasłuchały; albo w dwóch językach, jeśli oba były w ich otoczeniu. Niektóre dzieci mogą robić jeszcze inaczej i używać tych słów, które jako pierwsze przyjdą im na myśl. Rodzice przeważnie się bardzo cieszą, że ich dzieci mówią, nawet gdy mieszają języki. Więc przez pierwszych parę miesięcy nie ma tym się co przejmować. Ale później warto zacząć zwracać uwagę na to, którego języka używa dziecko. Jeśli ma tendencję do mówienia np. tylko po włosku w polskiej rodzinie, warto mówić na przykład „ojej, nie rozumiem, co chciałeś powiedzieć?”. Albo powtórzyć dziecku jego wypowiedź po polsku: „czy chodziło ci o to, że…?”. Oczywiście lepiej nie mówić „powiedz to po polsku!”; choćby dlatego, że tak małe dzieci mogą w ogóle nie wiedzieć, co to znaczy „po polsku”.

Dobrze używać z dziećmi tak zwanej „strategii jednojęzycznego dyskursu”. To mądre określenie na prostą regułę: jeśli w jednej rozmowie używam z dzieckiem jednego języka, niech wszystko, co mówimy będzie właśnie w tym języku. To oczywiście nie znaczy, że jako rodzice zawsze musimy używać tego samego języka. Możemy na przykład mówić po polsku w domu, a po włosku poza domem.

Jeśli natomiast chcemy wspierać rozwój dziecka w danym języku, lepiej posługiwać się w jednej rozmowie właśnie tym jednym językiem. Bądźmy przykładem dla naszych dzieci. Jeśli mamy silne poczucie, że warto przekazać nasz język dziecku, warto się wysilać. Ale nie musimy robić tego sami! Możemy na przykład zaprosić do pomocy babcię w Polsce – przez skypa, przez telefon. W naszych czasach to akurat bardzo łatwe. Ale przede wszystkim trzeba uważnie słuchać dziecka, szanować je, nigdy nie karać za używanie „tego drugiego” języka, bardzo dużo rozmawiać, i czytać wspólnie książki, przynajmniej od momentu, kiedy dziecko kończy cztery miesiące. Musimy czytać książki z dziećmi! Jeśli chcemy przekazać polski – po prostu musimy z nimi czytać po polsku. Jestem pewna, że istnieją doskonałe książeczki dla dzieci także po polsku.

A jaka może być rola ojców w wychowaniu jęzkowym dzieci dwujęzycznych?

Również ojcowie mogą odegrać ogromną rolę w wychowaniu dzieci. Wiem, że wielu polskich ojców jest szalenie zapracowanych, matek zresztą też, ale nawet jeśli pracują za granicą, mogą połączyć się z dzieckiem wieczorem na skypie na pięć minut i przeczytać wspólnie książeczkę. To bardzo dobre dla dzieci. Może z niemowlętami ciężko jest rozmawiać przez skype’a, ale i tak warto je uczyć spokojnego siedzenia przez pewien krótki czas – chociażby 5 czy 10 sekund – i w tym czasie wspólnie się czymś zajmować, wspólnie coś oglądać. Ważne, żeby to była przyjemność! Tak, żeby było to coś, co obojgu – i dziecku i rodzicom – przynosi radość. To stanowi doskonałe, silne podwaliny pod głęboką więź.

Można oglądać książeczki bez obrazków albo w dowolnym języku, z kartonu, drewniane albo plastikowe – wszystko jedno. Najważniejsze, żeby z dziećmi rozmawiać o tym, co wspólnie oglądamy. W tego typu sytuacjach trzeba jak najwięcej rozmawiać. Dzieci nie uczą się języka z powietrza. Niektórzy co prawda tak sądzą, ale to tak nie działa. Dzieci uczą się z przykładów i przez interakcje. Dlatego to tak ogromnie ważne, aby stwarzać im okazje do rozmowy.

A co należy robić, gdy dziecko w przedszkolu, albo szkole będzie otoczone językirm większości?

Rozpoczęcie nauki w szkole albo przedszkolu jest ogromnym, a przy okazji szalenie męczącym doświadczeniem dla dziecka. Cały dzień jest ono wręcz bombardowane drugim językiem. Zdobywa mnóstwo, zarówno miłych, jak i nieprzyjemnych doświadczeń, którymi chciałoby się podzielić. Rodzice powinni wtedy znaleźć czas dla swoich dzieci. To fundamentalna sprawa! Musimy być z dziećmi w tych ważnych chwilach i rozmawiać po polsku o tym, co wydarzyło się w przedszkolu. Jeśli przegapi się ten moment, bardzo ciężko będzie wrócić do polskiego, nawet jeśli wcześniej używało tego języka w domu.

Warto też zachęcać dzieci, żeby szukały polskich słów do opisania sytuacji, które spotkały je w przedszkolu. To zabawne, ale wtedy można osiągnąć wiele niemal bez wysiłku, nie ponosząc żadnych kosztów. Do wychowania dwujęzycznego nie potrzebujemy pieniędzy: najważniejsza jest uwaga poświęcona dziecku i językowi, którego używa. W ten sposób wspiera się też rozwój świadomości językowej u dzieci. A przy okazji rozwija się także naszą własną świadomość języka. Bycie świadomym różnych smaczków językowych pomaga w wychowywaniu dzieci dwujęzycznych.

Mówiłaś dużo o rodzicach i o tym, jakie błędy mogą popełniać…

Nie, nie! Nie chcę niczego, co robią rodzice, nazywać błędami. Rodzice zawsze robią to, co uważają za najlepsze dla swoich dzieci. Często natomiast potrzebują porady i wsparcia. I dostają je od pielęgniarek, nauczycieli, lekarzy. Ale niestety, generalnie ani pediatrzy, ani nauczyciele, ani pielęgniarki nie wiedzą zbyt wiele o dwujęzyczności. Więc często, gdy rodzice proszą o rozsądne rady, niestety ich nie otrzymują.

Co mogą nauczyciele i szkoły zrobić, żeby pomóc rodzicom dzieci dwujęzycznych?

To trudne pytanie. Myślę, że podstawową kwestią jest to, żeby szanować wolę rodziców, gdy chcą, żeby ich dzieci posługiwały się ich językiem. To podstawowe prawo człowieka, którego znaczenie wciąż podważa wielu nauczycieli. To moralnie i etycznie nieakceptowalne! To przeciwko konwencji praw dziecka! Dlatego apeluję, żeby nauczyciele tego nie robili. Muszą szanować język dziecka.

Druga sprawa – trudniejsza, ale wiem, że realizowana z powodzeniem w niektórych miejscach w Europie: w przedszkolach należy zadbać o atmosferę szacunku dla języka mniejszości. Właściwie do wszystkich przedszkoli w Europie chodzi mniej lub więcej dzieci, które nie znają języka większości. Często zdarza się, że języki tych dzieci są po prostu ignorowane. To straszne. To również jedna z przyczyn, dla których dzieci wybierają język otoczenia jako swój jedyny – czują, że ich język domowy nie jest darzony respektem w szkole. Oznacza to, że po prostu ważna część tożsamości tych dzieci jest ignorowana.

Można konstruować tożsamość w oparciu o dwa lub więcej języków. A jeśli część tożsamości jest pomijana, ma to okropne skutki. Podobnie jest na przykład, jeśli nauczyciel w przedszkolu nie stara się nawet prawidłowo wymówić imienia dziecka. To druzgocące dla maluchów i dobitnie pokazuje brak szacunku. Jeśli dziecko w domu mówi tylko po polsku i idzie np. do francuskojęzycznego przedszkola, może nie rozumieć, co się dzieje. To ogromny szok dla dziecka. Rodzice mogą próbować przygotować je jakoś do tej sytuacji, na przykład ucząc chociażby kilku słów w drugim języku, żeby dziecko co nieco rozumiało. Najlepiej robić to nie mówiąc do dziecka po francusku, ale zapraszając opiekunkę, która zajmie się dzieckiem mówiąc w tym języku. Często nauczyciele przedszkolni zachęcają rodziców, żeby mówili do dzieci tylko w języku większości. Ale to nie jest dobre wyjście. Dobrze jest znać francuski, mieszkając we Francji, żeby chociażby móc pomagać dzieciom w odrabianiu prac domowych. Ale nie trzeba mówić do dziecka po francusku, jeśli jest się Polakiem mieszkającym we Francji.

Znam piękne przykłady nauczycieli, zresztą francuskich z Alzacji, którzy mając w przedszkolu dzieci posługujące się różnymi językami, uczyli się troszkę polskiego, tureckiego i arabskiego, żeby móc w podstawowym zakresie komunikować się z najmłodszymi dziećmi, niemówiącymi po francusku. Żeby na przykład zrozumieć, czy dziecko coś boli, co ono mówi, dlaczego jest smutne. To tak bardzo ważne! Takie zachowanie od razu stwarza radykalnie lepszą atmosferę w grupie i poprawia dobrostan dzieci. Myślę, że to szalenie istotne, i zrobię, co w mojej mocy, żeby sprawdzić w badaniach, co właściwie dzieje się w przedszkolach – jak sytuacje spotykane w przedszkolu wpływają na dobrostan i harmonijny rozwój dzieci wielojęzycznych.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w dalszych badaniach!

Prof. Annick De Houwer stoi na czele katedry nabywania języka i wielojęzyczności w Instytucie Anglistyki i Amerykanistyki Uniwersytetu w Erfurcie (Niemcy).

Rozmawiała Magdalena Łuniewska

Serwis "Wszystko o dwujęzyczności" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Uniwersytetu Warszawskiego. Utwór powstał w ramach projektu finansowanego w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.“ realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2015. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.".