Polska: Moda na chiński

13/02/2012
Autor: 
Karol

Coraz więcej jest przedszkoli, w których dzieci uczą się języka Państwa Środka – pisze Rzeczpospolita.

Ogólnopolski dziennik donosi, że w Wólce Kosowskiej, w Międzynarodowym Przedszkolu Niepublicznym „Panda” od 1 stycznia dzieci będą się uczyły chińskiego. Dziwnego w tym nie ma nic, bowiem w tej samej miejscowości już od kilku lat działa największe w Polsce chińskie centrum handlowe, a w okolicy mieszka relatywnie dużo Chińczyków i Wietnamczyków. Monika Ruta, współwłaścicielka „Pandy”, z którą rozmawiała reporterka Rzeczpospolitej, przyznaje, ze wśród dzieci, które będą się uczyły chińskiego, na razie przeważają przedstawiciele tych nacji, ale małych Polaków zgłosiło się też sporo, bo aż jedna trzecia.

Tymczasem, jak się okazuje, chińskiego uczyć się w przedszkolu można nie tylko tam, gdzie można spotkać imigrantów z Azji. W Rzeszowie w 15 z 39 przedszkoli samorządowych można już uczyć się tego języka. Za lekcje płaci miasto. Na pomysł, aby do rzeszowskich przedszkoli wprowadzić chiński pojawił się w kwietniu, kiedy władze tego miasta podpisały umowę partnerską z Fangchenggang w południowych Chinach. Urzędnicy wyszli z założenia, że gdy obecne przedszkolaki dorosną, chiński będzie tak popularny jak dziś angielski. Jak zapewniają, zainteresowanie jest duże i zdarzały się zapytania, czy w innych przedszkolach również zostaną wprowadzone lekcje tego języka.

Chińskiego uczą się w Polsce jednak nie tylko przedszkolaki. W Krakowie języka Państwa Środka można się uczyć w szkole podstawowej nr 12, a także w XVI LO. Działa tu też najstarszy w Polsce Instytut Konfucjusza – instytucja powołana przez Chińczyków na wzór hiszpańskich Instytutów Cervantesa, czy niemieckich – Goethego. Instytut, który ma za zadanie propagowanie chińskiego języka i kultury, organizuje kursy językowe na wszystkich poziomach, a także wspiera wiele inicjatyw związanych z nauką chińskiego np. opłacając podręczniki i inne materiały do nauki. Podobne instytuty działają też w Opolu, Poznaniu i Wrocławiu. O rozmachu z jakim działają Instytuty Konfucjusza pisała Rzeczypospolita kilka tygodni wcześniej w swoim dodatku Plus Minus.

Także wiele prywatnych szkół językowych powoli wprowadza ten język do swojej oferty. Tylko w Warszawie szkół takich jest kilkanaście i, jak zapewniają przedstawiciele tych szkół – chętnych nie brakuje.

Nie można się dziwić modzie na chiński, pozycja gospodarcza Państwa Środka staje się bowiem coraz mocniejsza, więc wiele osób uważa, a wśród nich rzeszowscy radni, że chiński jest językiem przyszłości i prędzej czy później będziemy wszyscy zmuszeni go poznać.

Czy będzie tak rzeczywiście? Należy w to wątpić, to raczej angielski wzmacnia swoją pozycję lingua franca współczesnego świata i to ten język poznają masowo także Chińczycy. I pomimo głosów poddających w wątpliwość efekty tej nauki (http://seeingredinchina.com/2011/08/30/is-teaching-english-in-china-a-wa...), to angielski będzie wzmacniał swoją pozycję zarówno w Chinach, jak i w reszcie świata. Według prognoz, w roku 2050 połowa ludzkości będzie mówić płynnie w języku Szekspira. I pewnie prognozy te mają szansę się spełnić, bo angielski stał się międzynarodowym językiem dyplomacji i polityki (jest językiem oficjalnym 80 proc. organizacji międzynarodowych) biznesu, komputerów i Internetu. „[Angielski] można zobaczyć na plakatach na Wybrzeżu Kości Słoniowej, usłyszeć w piosenkach w radiu w Tokio, po angielsku są pisane oficjalne dokumenty w Phnom Penh. Po angielsku nadaje Deutsche Welle, Islandka Bjork śpiewa w tym języku, angielskiego uczą się dzieci we francuskich szkołach, a nawet obrady boliwijskiego rządu są prowadzone w tym języku” – tak pisał w grudniu 2001 roku The Economist w artykule pt. „The triumph of English. A world empire by other means”. W ciągu 11 lat, jakie upłynęły od tego czasu, angielski systematycznie wzmocnił swoją pozycję na całym świecie.

Czy więc pieniądze wydane przez rzeszowski magistrat na lekcje chińskiego należy uznać za wyrzucone? Niekoniecznie, bo – w co głęboko wierzymy – nauka języka obcego jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a być może u rzeszowskich dzieci rozbudzi ciekawość świata. Będzie to dla nich korzyścią nawet jeśli w przyszłości nie będą one mówiły płynnie po mandaryńsku i nie znajdą pracy w chińskiej firmie. Z drugiej strony jednak, pewnie dobrze było, gdyby władze Rzeszowa hojniej niż do tej pory przeznaczały środki na naukę angielskiego, bo znajomość tego język właśnie z całą pewnością będzie stanowić o przyszłości małych mieszkańców tego miasta.