Maya – mL@H i t&p

27/01/2014
Autor: 
Karol

Przykład pochodzi z książki Barbary Zurer Pearson pt. Jak wychować dziecko dwujęzyczne (wyd. Media Rodzina 2003; tłum. i adapt. Zofia Wodniecka i Karol Chlipalski):

Wielu rodziców jest zdania, ze dwujęzyczne wychowanie nie byłoby zwieńczone sukcesem, gdyby nie regularne długie wizyty w kraju, gdzie powszechnie jest używany „ten drugi” język. Maya i jej mąż przybyli do Chicago z Chorwacji, gdzie ich syn Adam spędził pierwsze cztery lata swojego życia. Córka Tina urodziła się później, już w Stanach. „Jako świeżym imigrantom, mówienie po chorwacku w domu wydawało nam się najbardziej naturalną rzeczą” – przyznaje dziś Maya. Oznacza to ni mniej ni więcej, ze używali oni swojego ojczystego języka w rozmowach zarówno miedzy sobą, jak i z dziećmi i tym samym uczynili go językiem domowym.

Córka Mai poszła do żłobka, gdy miała 15 miesięcy, Adam również poszedł do przedszkola mniej więcej w tym samym czasie, co oznacza, ze oprócz chorwackiego, również język angielski bardzo wcześnie zaczął funkcjonować w otoczeniu dzieci. „Szczególnie naszej córce taka sytuacja wydawała się nie przeszkadzać” – mówi Maya i dodaje, że Tinie zdarzało się, że na głos klasyfikowała znane sobie osoby w zależności od tego, którym językiem mówią; bywała zaskoczona, jeśli któraś z tych osób odezwała się w języku, w którym, według niej, nie powinna się była odezwać.

Tymczasem Maya i jej mąż poprzez w swoja prace i studia coraz bardziej wtapiali się w angielskojęzyczne otoczenie, ich angielski stawał się coraz lepszy i w coraz większym stopniu język ten chyłkiem wkradał się w ich życie rodzinne. Coraz trudniej im było unikać mieszania obu języków, a dzieciom – oczywiście tym bardziej. Tina w wieku mniej więcej czterech lat przestała zupełnie mówić w domu po chorwacku.  Ani ona, ani jej brat nie widzieli już potrzeby, aby zwracać się do rodziców w tym języku, więc powoli, ale za to systematycznie, chorwacki znikał z ich codziennego życia. Sytuacja ta spotykała się z aprobatą nauczycieli, na których fakt, że dzieci są w stanie mówić w innym języku, niż angielski, nie robił najmniejszego wrażenia. Z kolei najmniejsze potkniecie języku przez nich nauczanym zdawało się im przeszkadzać; rozwijali w rodzicach poczucie, jakoby za wszelkie niedoskonałości w sposobie wyrażania się dzieci po angielsku ponosił winę fakt, że w domu dzieci mówią po chorwacku.

Tym niemniej rodzice nie przestawali żywić nadziei, ze ich dzieci utrzymają więź z językiem i kulturą ich kraju pochodzenia i byli skłonni podjąć wysiłek, aby te więź rozwijać. Gdy Tina miała sześć lat i coraz rzadziej mówiła po chorwacku, dla Mai stało się jasne, że musi coś z tym zrobić i to natychmiast. Zabrała więc córkę do Chorwacji, gdzie obie spędziły kilka tygodni. Gdy zorientowała się, ze Tina potrafiła się tu przestawić na inny sposób widzenia świata, wiedziała już, ze przyśle tu swoje dziecko w kolejne wakacje. Bo tylko w Chorwacji Tina miała wokół siebie osoby mówiące wyłączne po chorwacku, rówieśników, a co najważniejsze, miała powód, by używać tego języka. Wyjazdy zmieniły sytuację o 180 stopni. Zdaniem Mai, gdyby nie te wakacje spędzone z dziadkami, Tina nigdy nie mówiłaby tak dobrze po chorwacku i nie czułaby się tak związana z kultura tego kraju.

tu można pobrać e-book z książką

Jeśli jesteś rodzicem dziecka dwujęzycznego, bądź sam(a) odebrałaś dwujęzyczne wychowanie i chciał(a)byś podzielić się z nami swoją historią, napisz do nas na adres: dwujezyczni[at]wp.pl