Dwujęzyczni imigranci zarabiają więcej

19/05/2014
Autor: 
Joanna K.

Związek między liczbą języków używanych w kraju przyjmującym imigrantów, a jego gospodarką na pierwszy rzut oka może nie być oczywisty. Tymczasem, jak wynika z niedawno opublikowanych badań przez Orhana Agirdaga w The International Journal of Bilingualism (IJB), to czy drugie pokolenie imigrantów zna język dziedzictwa, nie jest obojętne dla gospodarki.

Polityka „językowa” w krajach przyjmujących imigrantów, jeśli w ogóle istnieje, to skupia się głównie na tym, aby osoby przybywające do danego kraju nauczyły się jak najszybciej języka większości i często (przynajmniej do niedawna)… aby jak najszybciej zapomniały swój język dziedzictwa. Rzadko słyszy się o odgórnych działaniach, które miałyby na celu zachęcenie imigrantów do podtrzymywania znajomości języka dziedzictwa i przekazywania jej dzieciom. Zazwyczaj to rodzice muszą wziąć na siebie całą odpowiedzialność za zapewnienie dziecku wychowania dwujęzycznego.

Badania podłużne
Tymczasem Orhan Agirdag z Uniwersytetu w Gandawie przeanalizował wysokość zarobków drugiego pokolenia migrantów w Stanach Zjednoczonych. Oparł się na danych z dwóch szeroko zakrojonych badań podłużnych (czyli takich, które powtarzane są co pewien czas na tej samej grupie badanych), przeprowadzonych pomiędzy rokiem 1988 i 2003. Brał pod uwagę biegłość w obydwu językach oraz zarobki ponad trzech i pół tysiąca osób, których przynajmniej jeden rodzic był imigrantem lub które przyjechały do Stanów Zjednoczonych, kiedy były dziećmi. We wczesnych latach 2000, osoby te były dwudziestoparolatkami.

Na podstawie samoopisu uczestników, Agirdag wyróżnił trzy grupy: osoby dwujęzyczne, w równym stopniu biegłe w obydwu językach; osoby dwujęzyczne, które nie władają biegle ani w jednym, ani w drugim języku; a także osoby władające biegle językiem angielskim, które jednak nie opanowały na poziomie zaawansowanym języka dziedzictwa (lub nie znały go prawie w ogóle)

Jak można się domyślać, trzecia z tych grup była najliczniejsza i należała do niej mniej więcej połowa uczestników badania – jest to wynik modelu szkolnego w USA. Jednak, jak pokazały wyniki analiz, to osoby o wysokim poziomie dwujęzyczności zarabiały najwięcej (średnio o trzy tysiące dolarów rocznie więcej, niż pozostałe grupy). Należy dodać, że autorzy badania poddali kontroli inne czynniki, które mogły mieć wpływ na wysokość zarobków, takie jak płeć, status społeczno-ekonomiczny, osiągnięcia szkolne, tak aby można było wykluczyć ich wpływ. Co interesujące, przy kontroli tych czynników okazało się, że imigranci o dominującym języku angielskim i osoby, które nie rozwinęły wysokiej biegłości w żadnym z języków, statystycznie zarabiały tyle samo.

Dwa rynki pracy
Zdaniem Ingrid Piller, profesor lingwistyki stosowanej na Uniwersytecie Macquarie w Australii, jednym z powodów, dla których dwujęzyczność może przynosić korzyści, jest fakt, że osoby dwujęzyczne mogą działać na dwóch rynkach pracy – zarówno w kraju zamieszkania, jak i tym, związanym z ich pierwszym językiem i krajem pochodzenia rodziców. Profesor Piller uważa też, że korzyści zawodowe, wynikające z dwujęzyczności, w przyszłości będą jeszcze większe – światowa gospodarka staje się coraz bardziej globalna i „skomunikowana” (między krajami nawiązywane są wciąż nowe kontakty ekonomiczne), biegłość w więcej niż jednym języku będzie coraz bardziej ceniona na rynku pracy.

Niewykluczone też, że osoby o wysokim poziomie dwujęzyczności zarabiały więcej też i z innych powodów. Jak już od pewnego czasu wiadomo, dwujęzyczność niesie ze sobą także wiele korzyści poznawczych takich jak np. sprawniejsze myślenie dywergencyjne czy bardziej rozwinięta uwaga selektywna. Miejmy nadzieję, że już wkrótce doczekamy się badań, które pozwolą oszacować jak przekładają się one na sukces zawodowy.

Zubażanie społeczeństwa
Dotychczas wiedzieliśmy, że narzucanie dzieciom imigrantów jednojęzyczności, zmuszanie ich jedynie do nauki języka większości, to odbieranie im potencjalnych korzyści edukacyjnych, poznawczych i psycho-społecznych. Jednak dzięki badaniu Agirdag’a, wiemy też, że w ten sposób pozbawia się ich potencjalnych korzyści ekonomicznych, a przy okazji zubaża się społeczeństwo, w którym żyją.

Dla polityków, planujących budżet państwa te niemożliwe do oszacowania korzyści nie wydają się niestety przekonujące. A może nadszedł czas, aby przedstawiciele mniejszości narodowych, w tym organizacji polskich w krajach takich jak USA, Wielka Brytania czy Irlandia, uświadomili politykom, że wspieranie nauczania języków mniejszości, leży w ich dobrze pojętym interesie?

Joanna Kołak

Źródło: http://www.languageonthemove.com/language-migration-social-justice/monolingualism-is-bad-for-the-economy